sobota, 28 marca 2015

Rozdział 6 - Dinner with pregnency



"Jedyne czego żałuję w życiu, to tego, że nie jestem kimś innym"
~ Woody Allen

              
Słyszę trąbienie samochodu, krzyk sąsiadów, śmieciarkę i szczekanie psów. To wszystko sprawia, że otwieram szybko oczy, spoglądając na zegarek, który wskazuję godzinę ósmą dwie. Dokładnie za pięćdziesiąt osiem minut powinnam znaleźć się w pracy i pokazywać McCarty’jemu, że potrafię obsługiwać się kserokopiarką, i mogę dalej jak gdyby nigdy nic pracować w jego firmie, skoro wakacje jeszcze się nie skończyły. Mimo wszystko dalej leżę, nie ruszając się nawet o milimetr. Nie chcę. Przez moją głowę przepływa tysiąc myśli, które sprawiają, że będę spóźniona, jeśli nie wstanę. 

              Przecieram dłońmi zmęczone oczy, jęcząc, że muszę wstać i przygotować się do pracy. Notuję sobie w głowię, że muszę przypomnieć Jamesowi o kilku papierach na dzisiejszą konferencję, na której, dzięki Bogu, nie muszę przebywać. Uśmiecham się lekko, po czym rozprostowuję kości, słysząc jak trzaskają. Wzdycham, po czym wstaję, kierując się do łazienki, aby przygotować się na kolejny jakże wspaniały dzień.
              Schodzę schodami na parter, podwijając rękawy dżinsowej koszuli i czując zapach smażonych naleśników, wydobywający się z kuchni. Zaciągam się zapachem, po czym wchodzę do pomieszczenia, widząc rodziców. Mama stoi przy kuchence, podrzucając, co chwilę naleśnikiem, a tata siedzi przy blacie stołu w jednej ręce trzymając gazetę, a w drugiej kubek z kawą. Widzę jak co chwilę śmieje się cicho z mamy, kiedy nie udaje jej się idealnie podrzucić naleśnika, za co gromi go wzrokiem. Uśmiecha się na ten widok, który przypomina mi moje wspaniałe dzieciństwo, które spędziłam przy ich bokach, nie musząc martwić się o chłopaków, okres, czy inne idiotyczne bzdety. Byłam po prostu szczęśliwym dzieckiem, któremu niczego nie brakowało. Rodzice zawsze starali się być na każdym moim przedstawieniu i w momentach, w których ich potrzebowałam. Kochali i kochają mnie całym sercem, czego nigdy im nie wynagrodzę, ponieważ nie ma takiej nagrody, która by się z tym równoważyła.
       - Mia, naleśniki gotowe – słyszę głos rodzicielki, który sprowadza mnie na ziemię. Szybko otrząsam się z zamyślenia, po czym siadam przy stole, naprzeciwko taty i dostaję talerz z śniadaniem, które zaczynam od razu jeść razem z Nutellą.
       - Zaczynam poważnie obawiać się o twoje zdrowie – zaczyna staruszek, na co ściągam brwi i podnoszę głowę, aby na niego spojrzeć. Odkłada wcześniej trzymane przedmioty przed siebie, dokładnie je układając i spogląda na mnie. – Wracasz późno, siedząc po godzinach w pracy, wstajesz po zaledwie kilku marnych godzinach snu i tak w kółko, a na dodatek opychasz się słodyczami – wywracam oczami na jego uwagę, po czym dalej konsumuję posiłek, wzruszając ramionami.
       - Jak skończą się wakacje to będzie ciekawiej – wtrąca mama, a ja patrzę na nią spod byka, wzdychając z jej uwagi. – A tak poza tym zapomniałam ci wspomnieć, ale dzisiaj musisz wrócić z pracy wcześniej, ponieważ o siedemnastej trzydzieści mamy kolację u cioci Elizabeth, podobno jest znowu w ciąży, ale dopiero dzisiaj powie to oficjalnie – ciocia Elizabeth to trzydziestosześcioletnia kobieta, która wraz z mężem, Markiem, wychowuje uroczych dwuletnich bliźniaków Sama i Alexa oraz szesnastoletniego Kaia, który przechodzi długi okres buntu. Jak się dowiedziałam teraz jest Gotem. Nie wyobrażam go sobie w tym stylu, jednak nic na to nie poradzę i dzisiaj przekonam się jak wygląda w tej wersji. Kiwam twierdząco głową, po czym odkładam talerz do zmywarki i dziękując, wychodzę z pomieszczenia, aby umyć zęby.
              Kilka minut później idę już chodnikiem w stronę wieżowca, przeglądając w telefonie wszystkie nieodebrane wiadomości, na których widok drżę i żałuję, że Liam jest tak inteligentny i wredny za razem, że był zdolny włamać mi się do bazy danych, aby znaleźć mój nowy numer telefonu. Przeklinam go w myślach, mając nadzieję, że i to do niego dotrze. Nagle przerażona podskakuję, kiedy słyszę dźwięk klaksonu. Zdezorientowana odwracam się, napotykając na swojej drodze czarne BMW, z którego wyłania się zadowolona twarz Jamesa. Patrzę na niego z niedowierzaniem, po czym nie odzywając się, wsiadam do samochodu, a mężczyzna dołącza do ruchu drogowego, patrząc na mnie uważnie.
       - I jak? – pyta zdenerwowany, jakby wyczekiwał reakcji na to jak podoba mi się samochód. Ściągam brwi, a on ruchem gałek ocznych pokazuje mi auto, którym właśnie jedziemy, przez co czuję się zażenowana.
       - Cudowne – mruczę, aby dał mi już święty spokój i siadam wygodniej na fotelu, obserwując Londyn. – A! Miałam przypomnieć ci o papierach na dzisiejsze spotkanie z tymi biznesmenami z Tokio. Trzeba na nich złożyć kilka podpisów i pieczątek – mówię, na co kiwa głową, twierdząc, że zapamięta. – O co tak właściwie chodzi?
       - Chcą podpisać z nami umowę, żeby dostać część zysków i rozpowszechniać firmę McCaty’neja, pomagając przy tym najpotrzebniejszym – wzrusza ramionami, wyprzedzając czerwonego pickupa, w którym siedzi jakaś tleniona brunetka, poprawiająca makijaż w lusterku. – A co?
       - Tak pytam, bo cieszę się, że tym razem nie będę musiała siedzieć i ośmieszać się przed tymi bufonami, liczącymi ile kasy wpadnie im do kieszeni – odpowiadam, kiedy mężczyzna zatrzymuje się pod budynkiem. Wysiadam z samochodu, a kiedy odwracam głowę w stronę towarzysza, dostrzegam za nim czarne auto Tomlinsona, jednak nie zwracam na to najmniejszej uwagi, przypominając przyjacielowi o wypadzie do restauracji podczas godzinnej przerwy, na co on przytakuję i oboje kierujemy się do pracy na kolejny nudny dzień.

              Nigdy nie przypuszczałabym, że Johnn będzie tak zadowolony, kiedy powiem mu, że nauczyłam się posługiwać kserokopiarką, a jedna z nich stoi zepsuta i to nie z mojego powodu. Czterdziestolatek cieszył się jakby wygrał miliony dolarów, ale pewnie dla niego to nic nowego. McCarthy powiedział, że skoro nareszcie wpoiłam sobie zasady korzystania z maszyny to ma dla mnie idealne zajęcie na najbliższy czas mianowicie kserowanie papierów, które już dawno powinny znaleźć swoje miejsce w segregatorach, a tymczasem leżą w kartonie i gniją. Tak więc od siedmiu godzin sterczę nad kserokopiarką kserując dwusetny świstek papieru, który według mnie nie ma żadnej wartości. Zapewne McCarthy zrobił to z czystej złości, aby pokazać mi, że mam nie zadzierać z Anabeth.
              - Mia wychodzimy? – do pomieszczenia wchodzi James, poprawiając sterczące włosy za pomocą ręki, którą teraz po nich jeździ. – Jest czternasta, a mi strasznie burczy w brzuchu – spogląda na daną część ciała i patrzy na mnie, na co wybucham śmiechem i kiwam twierdząco głową, odkładając pozostałe papiery na miejsce. Patrzę na tą stertę, która na moje szczęście nie przekracza trzydziestu.
       - Wezmę jeszcze tylko torebkę i możemy wychodzić – mówię w stronę przyjaciela, po czym wychodzę do pomieszczenia dla pracowników skąd zabieram torebkę i idę do Jamesa. – Idziemy do tej restauracji na rogu? Podobno mają nieziemskie włoskie jedzenie!
       - W sumie możemy wypróbować czegoś innego – mruga do mnie okiem, po czym zjeżdżamy windą na parter, gdzie spotykamy się z Marge i informujemy ją, że wychodzimy. Okazuje się, że ona również ma przerwę, dlatego idziemy do knajpki w trójkę jak za starych, dobrych lat. Wychodzimy z budynku, po czym rozmawiając na temat dzisiejszego dnia, kierujemy się do wskazanego wcześniej miejsca.
       - Mia! – słyszę znajomy głos, dlatego od razu odwracam się, napotykając na swojej drodze w całej okazałości uśmiechniętego Malika.
       - Dojdę do was – zwracam się do przyjaciół, którzy niepewnie kiwają głowami, po czym odchodzą, a do mnie podbiega Zayn, ubrany cały na czarno. Zresztą jak zwykle. – Hej – uśmiecham się lekko w stronę chłopaka, który stoi zadowolony na środku chodnika i patrzy na mnie. – Mogę wiedzieć, co cię do mnie sprowadza?
       - Chciałem cię zobaczyć to chyba wystarczający powód, aby siedzieć pod tym zasranym wieżowcem cztery godziny i czekać aż wyjdziesz? – moje oczy powiększają się lekko na jego słowa. Siedział tu kilka godzin, żeby tylko mnie zobaczyć? Czuję jak moje policzki stają się różowe, jednak nie zwracam na to uwagi i dalej patrzę się w jego cholernie czekoladowe oczy, które od zawsze bardzo mi się podobają, a on doskonale o tym wie. – Dlatego w ramach wynagrodzenia zabieram cię na obiad – uśmiecha się, a na mojej twarz pojawia się grymas. Wiem, że nie powinnam nigdzie z nim wychodzić, a jednak tak bardzo tego pragnę.
       - Nie mogę, umówiłam się już z Marge i Jamesem – odpowiadam, na co on śmieje się i wskazuje mi restaurację, w której siedzą moi przyjaciele, świetnię się ze sobą bawiąc. Zagryzam dolną wargę, zastanawiając się, czy coś z tego wyjdzie, kiedy Malik chwyta mnie za rękę, ciągnąc w stronę czarnego Bugattiego. – Klasa musi być, nieprawdaż? – uśmiecha się, pomagając wsiąść mi do samochodu, po czym okrąża go i wsiada.
       - Stęskniłem się za tobą, M – mówi w pewnym momencie, a ja spoglądam na niego, opierając głowę na dłoni. – Cholernie się za tobą stęskniłem i żałuję, że pozwoliłem ci gdziekolwiek polecieć, zostawiając nas, zostawiając mnie – kiedy kończy, przypominają mi się słowa Daniele, która mówiła mi o schlanym chłopaku, który cholernie za mną tęsknił.
       - Ja za tobą też, Zayn – odpowiadam cicho, biorąc głębszy wdech. – Mam dla ciebie prezent tak poza tym – śmiejemy się, a on odpowiada, że jedynym prezentem dla niego jestem ja, dlatego kontynuuje, nie zwracając na to uwagi. – Wiem, że kolekcjonujesz breloczki, staromodne breloczki z samochodami, a tak się składa, że znalazłam BMW z 1890 – jego oczy powiększają się i spogląda na mnie wzrokiem: „Nie pierdol”, a  ja kiwam twierdząco głową.
       - Po pracy pojedziemy do ciebie, a później wskoczymy do nas, musisz nam opowiedzieć jak było – mówi entuzjastycznie, a ja chrząkam, patrząc na niego przepraszającym wzorkiem.
       - Na siedemnastą trzydzieści jadę do ciotki Elizabeth, wysłuchiwać jak z wujkiem zrobili sobie czwarte dziecko – mruczę niezadowolona. Oczywiście, że bardziej wolałabym plan Malika, jednak nie mogę. – A poza tym nie chciałabym spotkać Louisa… Jak bardzo przechlapane miałeś wczoraj? – widzę jak zaciska szczękę, jednak nie przejmuję się. Wiem, że nie wybuchnie tylko opowie mi o wszystkim.
       - Wróciliśmy, podarliśmy się, pobiliśmy, tamci nas rozdzielili, wyszedł, spił się i poszedł spać – przymykam oczy, kiwając głową ze zrozumieniem, po czym czuję lekkie szarpnięcie i samochód zatrzymuje się pod jedną z największych i najdroższych restauracji w Londynie. Patrzę na szatyna wymownie, a on wzrusza ramionami. – Klasa musi być, nieprawdaż?
       - Ale ja wolałabym McDonalda albo KFC – odpowiadam, na co wywraca oczami, wychodząc z samochodu i następnie pomagając mi wyjść.- Kiedyś zabiję cię za to wszystko – mruczę, na co on śmieje się krótko, gestem dłoni, zapraszając mnie do środka budynku.

              Dokładnie o godzinie siedemnastej trzydzieści przyciskam dzwonek do drzwi domu cioci Elizabeth, które otwierają się niemalże od razu, przez co zastanawiam się, czy nie czekała na nas specjalnie przy tym prostokącie. Ciocia uśmiecha się szeroko, zapraszając nas do środka. Widzę jej zaokrąglony brzuch, który uwydatnia, specjalnie, włożona niebieska sukienka, opinająca jej ciało. Odgarnia swoje blond włosy do tyłu, kiedy przychodzi wujek pomagając nam zdjąć ubrania wierzchne.
       - Tak się cieszę, że przyjechaliście! – i zaczyna się niekończący się monolog kobiety, która mogłaby gadać godzinami, irytując tym nawet napotkanych przez przypadek osobników, dlatego uśmiecham się tylko. Na moje szczęście ratuje mnie dwójka czterolatków, którzy biegną, chwaląc się swoimi pierwszymi zębami. Udaję zaskoczoną, mówiąc: „Wow, teraz będziecie mogli wyrywać na nie dziewczyny. Uśmiechniecie się i każda będzie wasza”. Śmieje się, jednak drugi głos jest o wiele głośniejszy, dlatego odwracam głowę, napotykając Kaia – wysokiego szesnastolatka, który wyjątkowo na zjazd rodzinny nie straszy swoim Gotykiem. Wygląda przyzwoicie, tak jak na chłopaka w jego wieku przystało – czerwono – czarna koszula w kratę oraz czarne spodnie i jego wiecznie uśmiechnięta buzia.
       - Kai – mówię, uśmiechając się lekko, po czym wstaję i przytulam się do niego, na co on dźga mnie w żebra. – Ej! – śmieje się, a ja wywracam oczami, patrząc na niego przymrużonym wzrokiem.
       - Mia – przedrzeźnia mnie, robiąc przy tym zeza, aby wyszło zabawniej. Stęskniłam się za jego niesamowitym humorem i charakterem przez te wszystkie lata. Gdyby nie Skype nie wiedziałabym za pewne jak wyglądają bliźniaki.
       - Maaa – czuję ręce Sama, które ciągną mnie za sukienkę, dlatego podnoszę malucha, który wyciąga do mnie ręce, aby wzięła go na ręce. Uśmiecham się promiennie, po czym spełniam prośbę dziecka.
       - Twoja mama jest znowu w ciąży? – pytam prosto z mostu, kiedy idziemy do jadalni, gdzie znajduje się większa część rodziny. Przy okazji zabawiam również kuzyna, który obecnie je swoją rękę, a ja próbuję mu ją wyciągnąć, przez co praktycznie jestem cała w jego ślinie.
       - Nic nie mów – wzdycha, wycierając twarz Alexowi. – Tym razem przewiduje trojaczki – moje oczy powiększają się kilkukrotnie i wybucham śmiechem, za co dostaję od niego wściekłe spojrzenie, i podnoszę rękę w geście obronnym, mówiącym: „Nic nie mówię”.
       - Kochani, tak się cieszę, że jesteśmy tu w komplecie! – słyszymy głos cioci, dlatego wraz z bliźniakami wchodzimy do ogromnej jadalni, w której zebrała się cała rodzina. – Razem z Markiem mamy wspaniałą wiadomość – uśmiecha się szeroko w stronę męża, który odwzajemnia gest. – Jestem w ciąży!
              Nie gadaj ciociu…

Perspektywa Zayna

       - Jak było u Emily? - pytam się szatynki, która obecnie stara się wyjąć z sałatki każdy kawałek ananasa, którego wręcz nienawidzi. Podnosi swój wzrok na mnie, po czym z powrotem zajmuje się jedzeniem.
       - Znalazła mieszkanie z najpiękniejszym widokiem na miasto, ma chłopaka, Jasona, który chyba jako jedyny z piętnastu spełnił jej oczekiwania i kupiła psa, Blacka, który ma być jej wiecznym obrońcą - śmieje się pod nosem. - To miniaturka maltańczyka - dodaje, na co uśmiecham się. Cieszę się, że widzę ją z powrotem w Londynie, ponieważ naprawdę mi ją brakowało. Jej uśmiechu, docinek, czy samego krzyku, kiedy coś jej nie wychodzi. Mia jest osobą, która musi mieć dopracowaną pewną część, na której zależy jej najbardziej. Podczas wyjść skupia swoją uwagę  albo na sukience, albo na makijażu, albo na włosach. Nigdy nie patrzy na wszystko, ponieważ wie, że jeśli dopracuje jedną z tych trzech części będzie wyglądać idealnie. I ma rację. - Skąd wiedziałeś, że tam pojadę? - pyta, kiedy odstawiam szklankę z wodą. Uśmiecham się pod nosem, lustrując wzrokiem szybko całe wnętrze budynku. Ogromne okna, jasnobrązowe ściany i brązowe panele, na których stoją okrągłe stoliki z dwoma, trzema, bądź czterema krzesłami, które są idealnie przyozdobione białą narzutą z ozdobnym końcem.
       - Szczerze? - śmieję się, po czym kręcę głową. - Nie wiedziałem. Nie podałem nazwy miasta, ponieważ nie wiedziałem, tak samo jak strzeliłem z Emily - patrzy na mnie rozbawiona, kręcąc głową z niedowierzaniem.
       - Dobrze strzelasz.
       - Cieszę się, że dobrze strzeliłem - odpowiadam. - Na prawdę się za tobą stęskniłem, Mia. Wiem, że to głupie, ale nie było dnia, żebym o tobie nie myślał. Próbowałem czymś zająć swoje myśli, jednak nie mogłem, a wszystko na czym próbowałem się skupić szlak trafiał - przełykam ślinę, bojąc się reakcji ze strony dziewczyny. Doskonale wiem, że nie powinienem tego mówić, ponieważ jest / była dziewczyną chłopaka, który jest / był moim najlepszym przyjacielem, a ja jako jego obecny / były kumpel nie powinienem tego robić. Za późno.
       - Zayn... - zmieszała się. Mogłem domyślić się, że tak się stanie. - Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem i jesteś dla mnie jak brat - boli. - Ale nie powinniśmy utrzymywać ze sobą kontaktu, zważając na sytuację z przeszłości. Nie mogę, nie chcę do niej wracać, a każdy mi o tym przypomina, nawet Daniele. Nie chcę, żebyś to źle zrozumiał, ale ja po prostu chcę zacząć od nowa po to tu wróciłam i nie mam zamiaru rozkopywać przeszłości - spuszcza wzrok, a między nami zapada cisza. Boli mnie wszystko, co powiedziała, jednak wiem, że ma rację. Nie powinniśmy się spotykać i najlepiej omijać się szerokim łukiem, ale nie poradzę nic na to, że za bardzo mi na niej zależy.
       - Zacznijmy od nowa - mówię.
       - Od nowa?
       - Tak jakbyśmy się nigdy nie poznali. Jesteśmy pierwszy raz razem na spotkaniu, poznajemy się - widzę, że się waha, patrząc na mnie podejrzliwie.
       - Mia Walker - przedstawia się. - Proszę zapamiętać, że nienawidzę dupków.
       - Zayn Malik - uśmiecham się w jej stronę. - Proszę zapamiętać, że jestem dupkiem, bez którego nie będzie pani umiała żyć.
     
              Kilka godzin później siedzę na kanapie w salonie, nie wiedząc, co z sobą zrobić. Cały czas myślę nad spotkaniem z Mią, podczas którego postanowiliśmy zacząć wszystko od nowa tak jakbyśmy nie byli najlepszymi przyjaciółmi. Podczas godzinnego obiadu jestem pewny, że doszliśmy do etapu znajomy i znajoma, jednak z biegiem czasu wszystko wróci na swój tor i będzie ( niestety ) tak jak byś powinno, czyli ona będzie z jakimś bufonem, a ja będę zapijał smutki w pobliskich barach z dziwkami, narzekając na to, że mnie rzuciła.
              Trzask drzwi wejściowych roznosi się echem po całym budynku. Zdaję sobie sprawę, że jeśli wrócił Louis to mam przejebane, ponieważ znając jego zagrywki śledził mnie albo Mię i będzie chciał wyjaśnień podczas nic nie wartej awantury.
       - A co ty tak wcześnie? - słyszę głos Daniele, na co uspokajam się i oddycham z ulgą.  - Normalnie o tej porze zaczynasz pić w barze zza rogiem.
      - Ha ha ha, przezabawne Dani - przewracam oczami. - Lepiej powiedz jak poszło ci z Liamem, dosyć głośno wczoraj...
       - Zamilcz - warczy. - Módl się, żebym cię nie zabiła.
       - Następnym razem możecie robić to w salonie, chętnie zobaczę porno na żywo - śmieję się, przypominając sobie jak z krzyków o Mię, przerodziło się do jęków z rozkoszy, które trwały calutką noc. Dziwię się, że Peazar chodzi tak sprawnie po nocy pełnej zabaw.
      
       Słyszę dźwięk przychodzącego smsa, dlatego podnoszę telefon i odblokowuję go.
      
       Moja ciotka znowu jest w ciąży. M
      
       Ta to się potomstwa dorobi za życia.
***
Witajcie przybysze! :) Muszę się Wam przyznać, że to jest jeden z tych momentów, kiedy cieszę się, że napisałam rozdział wcześniej. Wiem, że teraz nie byłabym w stanie przez wiadomą sytuację w naszym kochanym zespole, jednak prawdopodobnie jest szansa na powrót Zayna, gdyż 4 kwietnia ma definitywnie zadecydować, czy w nim zostanie. Proszę zostań. Najlepsze jest to, że kiedy miliony dziewczyn płakało ja siedziałam niczego nieświadoma, ucząc się geografii, czego szczerze żałuję, bo sprawdzianu i tak zapomniała ( -,- ), jednak dla mnie One Direction zawsze będzie tworzyć piątka chłopaków!
Więc już kończąc, mam nadzieję, że podoba Wam się rozdział i do zobaczenia wkrótce ;)

29 III 15r. Poprawiony ( jeśli chodzi o złe złożenie zdań ). Ukłony Blangel!

14 komentarzy:

  1. Oczywiście rozdział mi się podoba i masz rację. Dla mnie zawsze Zayn będzie tym tajemniczym z One Direction :)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiedz, jak tam ten ktoś,kto miał ci poprawiać teksty? :P
    Rozdział bardzo dobry. Długi, ale w sumie nie ma żadnych niepotrzebnych scen... Tylko mnóstwo błedów! Ah... i kolejny długaśny komentarz...
    Od początku:
    "obsługiwać się kserokopiarką" - obsługiwać kserokopiarkę/posługiwać się kserokopiarką
    "które sprawiają, że już dawno jestem spóźniona, jeśli się nie ruszę." - nie... po prostu źle... może... które sprawią, że będę spóźniona, jeśli się nie ruszę... ale i tak... jakoś tak dziwnie by to zdanie wyszło... nie ogarniam :P
    "dzisiaj muszę przypomnieć Jamesowi o kilku papierach na dzisiejszą konferencję" - powtórzenie
    "ponownie ośmieszać przed tymi bogatymi biznesmenami." - ośmieszać się. Poza tym, kawałek dalej użyłaś prawie identycznego zdania w rozmowie z Jamesem.
    "Marszczę nos, zaciągając się zapachem" - nos, marszczy się przy nieprzyjemnym zapachu. Więc albo go marszczysz, albo się zaciągasz... ( hihiihi :3 )
    "spędziłam przy ich bokach" - no i właśnie tu nie jestem pewna. No bo niby logiczne, że dwójka rodziców, więc "bokach"... a jednak mam wrażenie, że poprawnie jest "przy ich boku". No nie wiem, nie wiem...
    "wzdychając z jej uwagi" - na jej uwagę, słysząc jej uwagę...
    "Przeklinam go w myślach, kiedy podskakuję przerażona, słysząc klakson samochodu." - to zdanie jest po prostu brzydkie. Chodzi mi o to, że... no... to przeklinanie w myślach nijak ma się do samochodu...Może gdybyś rozdzieliła te zdania? Np. przeklinam go w myślech... tu parę zdań ta temat tego, jak bardzo ją wykurza. i w następnym zdaniu Podskakuję na dzwięk klaksonu... czy coś w tym stylu...
    "dołącza do ruchu samochodowego" - drogowego
    "tleniona brunetka" - jak tleniona to tylko blondynka. Utlenianie włosów sprawia, że włosy przybierając coraz to jaśniejszą barwę, więc ten zwrot to... zwykły oksymoron. To tak, jakbyś powiedziała "zielone niebo"
    "według mnie nie ma żadnej wartości, a McCarthy zrobił to pewnie, aby mi dokuczyć" - A co ma wiatrak do krowy? Rozdziel te dwa zdania, a będzie okej :)
    "Prawdopodobnie mają nieziemskie włoskie jedzenie!" - prawdopodobnie, czyli przypuszczalnie... czyli nie ma bladego pojęcia i tylko zgaduje... Podejrzewam, że chodziło ci o "Podobno"
    "okrąża go i wsiada, odpalając go" - powtórzenie
    "kiwając głową, że wszystko rozumiem" - niby okej, ale lepiej brzmiałoby "kiwając głową ze zrozumieniem"
    "humorem i charakterem, którego nie widziałam od kilku lat" - zastanówmy się wspólnie, co w tym zdaniu jest nie tak... Ja już wiem :)
    "taczam się w jego ślinie" - co robisz?!
    "Na chwilę podnosi swoje oczy na mnie, po chwili z powrotem zajmując się jedzeniem." - powtórzenie. Chyba się powtarzam... :P

    Poza tym, pozjadałaś przecinki... No i budujesz za długie zdania. Nie żeby to był błąd, ale łatwo się w takim przypadku pomylić...pomieszać fakty... zapomnieć co się chciało powiedzieć.

    Jeśli chodzi o Zayna... Z tego co przeczytałam, to wątpię by wrócił i w sumie to chyba nawet lepiej (dla niego, nie dla zespołu). Poza tym, wciąż będą się przyjaźnić z chłopakami... Nie wydaje mi się, żeby 1D miało się przez to rozpaść, czy coś...

    Mam nadzieję, że szybko napiszesz kolejny rozdział (jak chcesz, mogę ci go sprawdzić, przed publikacją :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjmuję zakłady, jak długo ze mną wytrzymasz! :D

      Usuń
    2. Siedzę i się śmieję :D Taczam się w jego ślinie - nawet nie pamiętam, żeby coś takiego tam było :)
      Przyjmuję zakład, że dotrwam do końca! :)
      Matko, co ja bym bez Ciebie dziewczyno zrobiła ;)

      Usuń
    3. Żyłabyś spokojnie w błogiej nieświadomości.
      Pomogę ci : " - Twoja mama jest znowu w ciąży? – pytam prosto z mostu, kiedy idziemy do jadalni, gdzie znajduje się większa część rodziny. Przy okazji zabawiam również kuzyna, który obecnie je swoją rękę, a ja próbuję mu ją wyciągnąć, przez co praktycznie taczam się w jego ślinie." :D

      Usuń
  3. Och..rozdział,brak słów,cudowny,cudowny i jeszcze raz cudowny,czekam na kolejny jesteś wspaniała :) co do Zayn'a,nie obrażając innych chłopaków z 1D to on jedyny najbardziej uzyskał moją sympatię i to właśnie jego głos najbardziej mi się podoba,bez niego to już nie będzie to samo 1D,mam nadzieje,że wróci..:c
    Spodziewam się,że nie lubisz spamów i tym podobnych,ale w wolnej chwili proszę cię abyś zajrzała na mojego bloga,również o Zaynie:http://reallyiloveyou.blogspot.com/
    Pozdrawiam i życzę dużo,dużo weny :)
    Nobodyxx
    Ps.Niebawem do ciebie zajrzę,oby był kolejny rozdział xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,- Mia Walker - przedstawia się. - Proszę zapamiętać, że nienawidzę dupków.
    - Zayn Malik - uśmiecham się w jej stronę. - Proszę zapamiętać, że jestem dupkiem, bez którego nie będzie pani umiała żyć.''
    Najlepszy cytat <3

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam takie opowiadania :D
    zapraszam na moje http://i-am-lost-give-me-your-warm.blogspot.com
    :) :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji znajdziesz tu ->
    http://my-guardian-angel-by-blangel.blogspot.com/
    Sorka że tutaj, ale nie wiedziałam, gdzie ci to napisać... :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji znajdziesz tu ->
    http://my-guardian-angel-by-blangel.blogspot.com/
    Sorka że tutaj, ale nie wiedziałam, gdzie ci to napisać... :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdziału <3 Z niecierpliwością czekam na następny:-*

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny rozdział , czekam na następny :) przy okazji zapraszam do siebie ---> http://dark-desires-hatred-and-creaving.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli chcesz recenzję swojego bloga, zapraszam na Recenzowisko http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/
    Krytyka nie tylko negatywna!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej :* dopiero zaczynam czytać tego bloga i przyznam szczerze ze naprawdę świetne opowiadanie, będę na sto procent czytać + dodaje się do obserwatorów :) aaaa i bym zapomniała mam do cb prozbe wpadniesz na bloga Koleżanki :) te opowiadanie jest super serio polecam :)
    http://rose-abducted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń